czwartek, 6 listopada 2014

Habs i ja, czyli nasza historia.

Dzisiaj chciałam przybliżyć Wam naszą historię, czyli jak Habsterski znalazł się w naszym domu.

Zacznijmy od początku. Kiedy chodziłam do zerówki w prezencie urodzinowym dostałam jamniczkę, którą nazwałam Sara. Był to prezent wypłakany, wybłagany, aż w końcu się udało. Sara dorastała razem ze mną, lecz w listopadzie 2012 roku musiałyśmy się pożegnać. Niestety choroba nie pozwoliła jej na dalszą egzystencję i odeszła... Zapanowała wielka rozpacz, w końcu spędziłam z nią większość swojego życia, bo ponad 14 lat. Po jej odejściu postanowiłam, że nie chcę żadnego psa. Przez długi czas bardzo mi jej brakowało i tęskniłam za tym entuzjastycznym powitaniem po powrocie do domu, zatęskniłam nawet za spacerami, na które czasami wychodziłam z niechęcią po wielu prośbach rodziców.




Tak było do lutego/marca 2013, gdzie postanowiłam, że chcę czworonoga i jestem już gotowa, aby go przyjąć. Od zawsze podobały mi się Goldeny, ale rodzice nie zgodziliby się na 2 psa, a co dopiero tak dużego w porównaniu do jamnika. Wiedziałam, że nie chcę kupić psa, tylko uratować jakąś bidę ze schronu.(Jeszcze jak żyła Sara, wiedziałam, że kiedyś adoptuję jakiegoś psiaka, aby dać mu drugie życie) Zaczęłam poszukiwania w internecie i tak natrafiłam na Fundację Warta Goldena. Poczytałam na jakiej zasadzie działają, pobrałam ankietę adopcyjną i zaczęłam główkować. Czy aby na pewno chcę psa? Czy jestem gotowa opiekować się nim sama, bez pomocy rodziców, bo w końcu ma to być mój pies. To myślenie zajęło mi trochę czasu, bo nie chciałam podjąć pochopnej decyzji. W końcu wysłałam ankietę i czekałam na telefon. Jest, zadzwonili do mnie! Moja ankieta okazała się ok, a teraz ma przyjść do mnie Pani na wizytę przedadopcyjną. Myślę sobie ok. Przyznam, że miałam pietra przed wizytą, bo bałam się, że nie spełnię jakiś warunków i nie dostanę psiaka. Okazało się jednak, że strach ma wielkie oczy, a wizyta u mnie przebiegła pomyślnie. Gdy usłyszałam, że: "może pani adoptować Goldena z naszej fundacji", ucieszyłam się jak dzieciak.Nie było to jednak takie proste. Kiedy zdecydowałam się na konkretnego psiaka, to okazało się, iż ma on już wybrany dom, że jakaś Pani ma im dać znać, czy weźmie innego psiaka itd. Tak "uciekło" mi chyba z 5 psów. Zaczęłam myśleć, że chyba żaden pies nie jest mi pisany, aż w końcu zaproponowano mi Habsa. Habs był już w Fundacji ok.pół roku i czytałam jego wątek. Czemu nie zdecydowałam się na niego od razu? No właśnie, bo mój rudzielec, to nie taki typowy Golden, który kocha wszystko i wszystkich. Habs ugryzł i to nie jeden raz. Bardzo bałam się, czy uda mi się ujarzmić jego zachowanie, tym bardziej, że nie miałam żadnego pojęcia, co i jak, bo moja jamniczka była psem bezproblemowym. W końcu jednak podjęłam decyzję i postanowiłam, że spróbujemy. Habs trafił do mnie do domu. Chyba nigdy nie zapomnę, jak jechałam po niego w kwietniu na wschód polski, 400km, a po drodze, miejscami mijałam 2 metrowe zaspy na drodze. Początki były trudne. Habsterski ciągnął na smyczy, bał się strzałów, huków, jeżdżących ulicą autobusów i miał swoje widzi mi się. Osiołek na spacerach był codziennością, ale stopniowo nawiązywaliśmy więź. Zaczęłam czytać książki, zdobywać nową wiedzę i stopniowo pracować nad poprawą zachowania Habałaby i jego strachami. Wszystko przychodziło stopniowo. Czasami było tak, że robiliśmy krok do przodu, a za chwilę trzy kroki w tył, ale się nie poddawaliśmy. Teraz po ponad 1,5 roku mogę powiedzieć, że Habs, to zupełnie inny pies, niż ten, który do mnie trafił. Owszem bywało ciężko, ale nie żałuję tego, bo wiem, że jest to cudowny psiak. Nie będę kłamała, że jest idealnie, ponieważ nadal mamy pewne rzeczy, nad którymi muszę jeszcze popracować, ale jest o niebo lepiej.




Przez to, że poznałam Fundację, adoptowałam Habsa, sama zaczęłam działać jako wolontariuszka i pomagać innym psim bidą, znaleźć ich miejsce na ziemi. To doświadczenie nauczyło mnie wiele i powiem Wam szczerze, że nie wiedziałam, iż ludzie z taką łatwością potrafią oddać psa, z którym spędzili krótszy lub dłuższy czas w swoim życiu. No ale ok, post miał być o czymś innym, więc może powstanie kiedyś osobna notka o moim działaniu w fundacji.




To chyba na tyle :) W sumie w ramach ciekawostki, to gdy starałam się o adopcję to chciałam, aby trafiła do mnie jak najjaśniejsza, biszkoptowa sunia. Jak możecie zauważyć trafił do mnie rudy, złoty (najciemniejszy zw wszystkich spotkanych do tej pory goldenów), pies. Jednak los potrafi nam spłatać figla, ale cóż, chyba byliśmy sobie pisani ;)


12 komentarzy:

  1. Mam wrażenie, że wiele psiarzy zaczynało od Owczarków Niemieckich albo Jamników :)

    Wiele przeszłaś z Habsem, ale warto było.Wychodzicie na prostą i tylko to się liczy, a każdy pewnie miał jakieś gorsze momenty. Ja nawet jak miałam szczeniaka to mieliśmy bardzo wiele ciężkich dni. W sumie to aż boję sobie wyobrazić, coby było gdyby ten pies na dodatek miał ciężką przeszłość...
    Mi się właśnie podobają takie ciemne, złote Goldeny. Piękny jest!

    Pozdraweiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj tak, wiele psiarzy miało Jamniki, Owczarki Niemieckie, czy Kundelki, jako pierwszego psiaka. Moja Sara miała być jamnikiem miniaturką, a taka z niej była miniaturka, że miała łapy dwa razy wyższe, niż standardowy jamnik ;)

      Usuń
  2. Super, że na siebie trafiliście i mimo obaw zdecydowałaś się na adopcję :) Najbardziej cieszy, że starasz się go "naprawić" i żyć najprzyjemniej jak się da! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poprzedni opiekunowie Habsa popełnili wiele błędów w jego wychowaniu, ale na to nic nie poradzę, mogę z nim tylko dalej pracować. Najważniejsze jest to, że widać postępy, a Habsterski nie jest już tym samym, zalęknionym psem, który do mnie trafił.

      Usuń
  3. super historia :) mi mama nie pozwoliła na psa ze schroniska czy z adopcji jakiej kolwiek. w sumie miała rację bo wiem że nie dałabym rady z psem. Również mam goldena ;) ale od szczeniaka ale zaległości są. Jak bym miała inna rasę psa to pies by mnie dawno zdominował :) dobrze że trafił on do ciebie :)
    miło się czyta takie historie ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście Habs był trudnym przypadkiem, ale nie wszystkie psy do adopcji, czy z fundacji są "problemowe". Biorąc go wiedziałam, że może nie być łatwo i przyznaję, że chwilami miałam kryzys i czułam, jakbym wszystko robiła źle. Konsekwencja, wiedza i wytrwałość, to chyba najważniejsze rzeczy przy wychowaniu psiaka, nie ważne, czy od szczeniaka, czy z adopcji.

      Usuń
  4. Adoptowanie psa ze schroniska, bądź przygarnięcie go z ulicy to najpiękniejsze co może być. Co prawda dla wielu ludzi pies to tylko jakiś tam kawałek w życiu (nie dla mnie i wiem że dla wielu psiarzy również nie, ale są i tacy) ale trzeba wziąć pod uwagę to że dla psa to właśnie my jesteśmy jego całym życiem. Najgorsze co może być to jednak to że są psy, które do końca życia nie miały dobrego domu, właściciela, odchodzą z tego świata w samotności.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja ciągle nie mogę zrozumieć ludzkiej znieczulicy, jak przywiązują psa do drzewa i zostawiają go w lesie, czy oddają pupila do schronu lub fundacji ze względu na choroby, czy wiek psa. Dla mnie pies jest członkiem rodziny, na dobre i na złe. Oczywiście mogą zdarzyć się przypadki losowe, gdzie ktoś jest zmuszony oddać psa, ale nie rozumiem zasady "pies mi się znudził, więc go oddam". Niestety mam wrażenie, że w ludziach zostaje coraz mniej z człowieczeństwa.

      Usuń
  5. Bardzo poruszyła mnie wasza historia jest naprawdę piękna, A Habs jest cudowny. Niestety czworonogi raz przychodzą, raz odchodzą i musimy się z tym pogodzić, na pewno było ci trudno po stracie tej jamniczki. Obserwuję, świetny blog!

    H&F
    http://jaimojaspanielka.blogspot.com/

    Ps. Robisz śliczne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Było mi ciężko, ale czas leczy rany. Oczywiście, cały czas o niej pamiętam, mam ją gdzieś w sercu, ale wiem, że czasu już nie wrócę, więc staram się być najlepszą opiekunką na świecie dla Habsa :)

      Usuń
  6. Jej.. jeśli mam być szczera.. wzruszyłaś mnie! Na prawdę, przykro mi z powodu Sary.. ale niestety taka jest kolej rzeczy. Ja też strasznie przeżyłam rozłąkę z moim psiakiem, który umarł w lutym 2013 roku..
    Ale co do Habsa.. on jest cudowny, śliczny! Ja osobiście jeszcze nigdy nie widziałam takiego ciemnego goldena, i gdy weszłam tu pierwszy raz, nie pomyślałabym, że to golden, a w nagłówku, w drugim zdjęciu, pomyślałabym prędzej, że to retriever z nowej Szkocji! :D
    Ładne zdjęcia. Jakim aparatem robisz zdjęcia?<3
    Obserwuję oczywiście, super blog:*!
    Pozdrawiamy:)
    Saga-nasze-szalone-przygody.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Generalnie przyjeło się, że w Europie raczej hoduje się biszkoptowe Goldeny. Z kolei w USA, zdecydowanie większą popularnością cieszą się złotka i rudzielce, gdzie Habs jest przy nich jasny ;)
      Co do zdjęć, to większość została zrobiona moim telefonem.

      Usuń